• WindTAK Sp. z o.o.

Zanim ponownie ruszą turbiny



 

1. Jakie nastroje na początku 2022 roku w Waszej branży? Wiele ważnych zmian prawnych dotyczących OZE zostało uchwalonych w ubiegłym roku, jak mocno wpłyną one na kondycję firm zajmujących się energią wiatrową?


Branża wiatrowa w Polsce żyje m.in. raportem Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej nt. strategii wodorowej, ale także wzrostem cen na Towarowej Giełdzie Energii, które pociągają za sobą wzrost przychodów operatorów farm wiatrowych w naszym kraju. Przy tak wietrznej pogodzie jaka ostatnio nas nie omija farmy wiatrowe produkują w Polsce nawet do 30% dobowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Samo to pokazuje rosnący udział elektrowni wiatrowych w rynku i raczej optymistycznie pozwala myśleć o przyszłości.

Jednak nadal jest wiele do zrobienia. Przede wszystkim ważne jest wypracowanie stanowiska w związku z tzw. zasadą 10H, która mówi, iż turbiny wiatrowe mogą powstawać nie bliżej niż 10-krotność wysokości wieży wiatrowej wraz z długością łopaty turbiny, popularnie zwanej śmigłem, od zabudowań lub terenów chronionych, np. programem Natura 2000. W praktyce dla np. 2 MW turbin, których w naszym kraju najwięcej oznacza to, iż odległość ta wynosi od 1,2 km i więcej. O ile słychać negatywny głos osób mających „po sąsiedzku” turbinę wiatrową, o tyle coraz bardziej słyszalny jest głos gmin i lokalnych społeczności, które są gotowe na to aby farmy wiatrowe powstawały na ich terenie. Są to przede wszystkim wyższe wpływy z podatków i opłat, które zostają w gminie. Są to także miejsca pracy i lokalny rozwój, gdyż nierzadko z budową farmy wiatrowej wiąże się poprawa infrastruktury. W ślad za tym idą zamówienia do lokalnej społeczności od developera oraz operatora farmy wiatrowej.

Wreszcie nie bez znaczenia jest zwiększanie udziału energii z OZE w krajowym miksie energetycznym. Przy obecnych cenach jednostkowych za energię z wiatru na poziomie 250 zł/MWh (to średnia cena transakcyjna z ubiegłorocznych aukcji, niektóre projekty licytowały cenę poniżej 160 zł/MWh), sprawia to, iż energia wiatrowa to najtańsza forma generacji energii ogółem. Im więcej jej w sieci, tym niższe będą ceny dla odbiorców indywidualnych, ale i dla firm i samorządów. Tyle się ostatnio mówi o lawinowo rosnących cenach za ogrzewanie gazem, ale ceny energii elektrycznej też poszły mocno w górę. I według mnie nie jest to trend tymczasowy a raczej stały.

Wreszcie nie bez znaczenia jest podpis pana Prezydenta Andrzeja Dudy pod ustawą regulującą budowę morskich elektrowni wiatrowych w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej Morza Bałtyckiego. Nasz potencjał liczony jako nawet 10 GW energii z wiatru na morzu, to potężna szansa dla polskiej gospodarki na zbudowanie sektora o bardzo perspektywicznych szansach na rozwój i ekspansję. Wystarczy tylko popatrzeć co rozwój morskiej energetyki wiatrowej sprawił w Wielkiej Brytanii. W samym basenie Morza Bałtyckiego jest 7 innych krajów szykujących się do wykorzystania lub już wykorzystujących wiatr na morzu. Polska, dzięki swojemu położeniu i potencjałowi może stać się regionalnym liderem.


W Europie natomiast, branża mówi o pakiecie „Fit for 55”, którego celem jest zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55% do 2030 roku (w porównaniu do poziomów z 1990 roku) na terenie Unii Europejskiej. W zasadzie oznacza to skokowy wzrost zapotrzebowania na energię z OZE, w tym wiatrową, przy jednoczesnym utrzymaniu istniejących źródeł wytwórczych OZE. Szczególnie to ostatnie oznacza, że technologie wiatrowe czy fotowoltaiczne, liczone do tej pory jako źródła zdolne do produkcji energii z OZE maksymalnie przez 20 lat, będą przeżywały renesans. Ani branża OZE ani Bruksela nie chcą ich likwidacji, raczej przedłużenia ich technologicznego życia w zgodzie z lokalnie obowiązującymi przepisami.


2. W związku z podpisaną przez prezydenta w grudniu nowelizacją ustawy o OZE, zakładanie fotowoltaiki nie będzie w 2022 roku (od 1 kwietnia) już tak opłacalne, jak wcześniej. Czy ta decyzja będzie miała duży wpływ na decyzje o instalacji fotowoltaiki, czy może boomu na ten rodzaj pozyskiwania energii, który od kilku lat obserwujemy w Polsce już nic nie zatrzyma? Jeżeli będziemy notowali spadki, to jak duże?


Myślę, że boomu na OZE nic nie zatrzyma. Wynika to z kilku czynników. Po pierwsze konsumenci już dawno przyzwyczaili się, iż posiadanie własnej instalacji fotowoltaicznej po prostu oznacza wzięcie sprawy w swoje ręce. Instalacje fotowoltaiczne na pewno realnie obniżają koszty opłat za energię z sieci. Oczywiście w koszty wkalkulować należy zakup samych paneli wraz z usługą montażu i serwisowania. To olbrzymi koszt początkowy. Trudno mimo wszystko szacować „opłacalność” inwestycji w fotowoltaikę szczególnie, gdy tak duża jest dynamika zmian cen na rynku energii. Im większe są koszty opłat jakie ponosilibyśmy z tytułu zakupu energii z sieci, tym bardziej uzasadniona jest inwestycja w panele PV, gdyż tym szybciej będą one działać na korzyść prosumenta. Uniknie on rosnących opłat za energię kupowaną od operatora sieci.

Tymczasem już od 2024 roku w Polsce odejdziemy od ren regulowanych nawet dla gospodarstw domowych. Będzie to oznaczać najprawdopodobniej skokowy wzrost cen energii elektrycznej dla klientów indywidualnych, chyba że podpiszą oni długookresową umowę na dostawy energii. Dzisiaj ceny reguluje Urząd Regulacji Energetyki i to on zatwierdza ew. wzrosty taryf. Przeciętny Kowalski lub Nowak nie odczuwa ich tak bardzo. Ale po 2024 sytuacja się zmieni. Idea jest taka abyśmy wszyscy, jako odbiorcy energii, włączając w to gospodarstwa domowe, firmy, samorządy i inne grupy odbiorcze, odczuwali ceny energii i świadomie dążyli do mądrym gospodarowaniem tym zasobem. Więc jeśli ktoś posiada już instalację fotowoltaiczną to wówczas nie odczuje tego wzrostu cen a inwestycja jako taka będzie pracować na jego korzyść.

Po drugie zmienia się także nasza świadomość jak chodzi o pochodzenie energii. Dziś generalnie wszyscy konsumenci energii mają wiedzę, iż ta pochodząca z paliw kopalnych, z ich spalania, kiedyś się skończy. Mają też dostęp do informacji, iż wpływa ona negatywnie na środowisko a nierzadko także na zdrowie. Wiele się mówi o alertach smogowych szczególnie w większych aglomeracjach miejskich. Zatem posiadanie urządzeń wytwórczych opartych o OZE, tj. paneli fotowoltaicznych, pomp ciepła, może małej elektrowni wiatrowej, jest nie tylko uzasadnionym ekonomicznie działaniem, ale, coraz częściej, także popularnym wyborem, wręcz trendem.



3. Co zapełni lukę po spadkach inwestycji w fotowoltaikę w nadchodzącym roku? Wrócimy do węgla, gazu, ogrzewania elektrycznego czy może pójdziemy w stronę pomp ciepła? Proszę o odpowiedź dla dwóch rodzajów odbiorców: gospodarstw domowych i przemysłu.


Jak wspomniałem nie wydaje mi się, żeby inwestycje w fotowoltaikę mocno spadły. Być może zaobserwujemy okresową stagnację, ale na pewno nie załamanie. Podkreślam – boom na OZE jest raczej trendem trwałym. Jeśli chodzi o węgiel, w skali krajowej energetyki, nie rozpoczniemy nowych inwestycji w elektrownie opalane tym paliwem, tj. węglem kamiennym lub brunatnym. W tej chwili nawet Europejski Bank Centralny nie kredytuje tego rodzaju inwestycji. Zatem coraz ciężej w Europie, o ile w ogóle, jest znaleźć inwestorów gotowych wyłożyć środki finansowe na budowę takich systemów wytwarzania energii. W makroskali rolę węgla przejmuje i przejmować będzie gaz naturalny. I to pomimo skomplikowanego systemu dostaw gazu jaki ma miejsce w naszej części Europy. Mam tu na myśli przewagę, wręcz dominację na rynku europejskim, niebieskiego paliwa z Rosji. Ten trend się nie zmieni, pomimo okresowych turbulencji związanych z sytuacją geopolityczną, np. jak ta na granicy z Ukrainą.

Jeśli chodzi o skalę krajową, to w dużej mierze zależeć będzie to od koniunktury i zapowiadanego uwolnienia, zliberalizowania cen energii dla gospodarstw domowych w 2024 roku o czym wspominałem powyżej. Naturalnie im wyższa będzie jednostkowa cena energii elektrycznej tym większa będzie presja na wszystkich interesariuszach rynku.

W kontekście przemysłu już dziś możliwe jest zawieranie kontraktów typu PPA – tzw. Power Purchase Agreemenst, czyli długookresowych umów na dostawę energii bezpośrednio od wytwórcy, np. między operatorem farmy wiatrowej a zakładem produkcyjnym. Znanym jest przypadek takiej umowy zawartej na Śląsku między producentem silników spalinowych dla znanej marki motoryzacyjnej z operatorem farmy wiatrowej zlokalizowanym w zupełnie innym miejscu. Charakterystyczne jest to, że taki kontrakt trwa minimum 5 lat i niejako „zamraża” cenę energii na okres obowiązywania umowy. Oczywiście nie jest to instrument, który może być powszechnie stosowany przez mniejsze podmioty gospodarcze. Ale nawet dla tej grupy docelowej istnieją już portale zakupowe, które oferują możliwość zawierania umów na dostawy energii przez grupę przedsiębiorców z wytwórcą energii z OZE. Oczywiście warunki są bardziej korzystne, gdy siła nabywcza jest większa. Myślę, że niektóre z tych instrumentów mają szansę w przyszłości przedostać się do legislacji regulującej obrót energią dla gospodarstw domowych.

3 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie